4GT Litwa

W tym roku naszą GT majówkę spędziłyśmy na Litwie. W planach miałyśmy dużo zwiedzania i tym razem nie wiele kilometrów do przejechania na miejscu. W wyjeździe swój udział zadeklarowały i deklaracji dotrzymały: Jola, Bety, Nata, Ula, Asia, Marta, Agi i K8, czyli osiem super babek i ich siedem cudownych maszyn.
Spotkałyśmy się wszystkie na Suwalszczyźnie w ośrodku wczasowym Giby, gdzie po dosyć obfitym oczywiście w rozmowy  wieczorze i dietetycznym przepysznym grillu udałyśmy się do domków w celach wiadomych. Rano szybka kawa, śniadanko i po krótkiej sesji fotograficznej ruszyłyśmy w drogę.

Następną miejscowością na naszej zaplanowanej mapie było Kowno, do którego miałyśmy ponad 140 km. Po dotarciu na miejsce noclegowe, okazało się, że tej nocy spać będziemy w samym środku Archidiecezji kowieńskiej. Archidiecezja znajduje się tuż przy Starówce, którą zaraz po obiedzie zwiedziłyśmy.

Następnie udałyśmy się do odrestaurowanych pozostałości pierwszego obronnego zamku na Litwie- Zamku Kowieńskiego, skąd poszłyśmy obejrzeć Kościół oraz Most Witolda Wielkiego oraz najbardziej oryginalną i imponującą budowlę gotyku płomienistego na Litwie, czyli Dom Perkuna.

Wstąpiłyśmy też do Bazyliki Archikatedralnej, która jest jedynym na Litwie kościołem bazylikowym. Przeszłyśmy ulicą Wileńską do deptaka w Alei Wolności aż do samego kościoła św. Michała Archanioła. W tym samym czasie Kowno nas nie rozpieszczało gdyż zaczął padać duży deszcz. Na szczęście był to koniec naszej pieszej wycieczki i po kolacji grzecznie udałyśmy się spać.

Niedziela nie wyglądała przez okno zachęcająco, a po wyjściu na zewnątrz okazało się, że wszelkie znaki na niebie wskazywały nam, że niedane nam będzie tego dnia jechać w słońcu. Ubrałyśmy przeciw deszczówki i pojechałyśmy.

Do zrobienia miałyśmy zaledwie nieco ponad 100km, więc dość szybko dotarłyśmy na miejsce, którym tym razem było Wilno. Zameldowałyśmy się w hostelu znajdującym się przy Starym Mieście. Zaraz potem dotarła do nas wyjątkowa osoba, wyjątkowy motocyklista. Jak się później okazało również wspaniały przewodnik, przyjaciel i ksiądz Wojtek. Dusza człowiek i oby takich ludzi jak najwięcej spotykać na drodze. Gdy nasze rumaki grzecznie odpoczywały na zapleczu hostelu, udaliśmy się tuż obok pod Ostrą Bramę, potem uliczkami wprost do umownej wprawdzie celi Konrada z mickiewiczowskich „Dziadów”. Następnie dom, w którym więziony był Adam Mickiewicz.

Na zwiedzanie następnej części Wilna pojechaliśmy już z Wojtkiem samochodem. Zwiedziłyśmy przepiękny cmentarz na Rossie, gdzie znajduje się pochowana matka Adama Mickiewicza oraz jego serce.

Krótka przerwa na obiad i wróciliśmy do zwiedzania. Przepiękny wewnątrz, niepozorny na zewnątrz kościół św. Piotra i Pawła robił niesamowite wrażenie. Następnie udaliśmy się na Górę Trzech Krzyży, zwaną Górą Trzykrzyską gdzie rozpościerał się przepiękny widok na całe Wilno. Później pojechaliśmy do samego serca Wilna, czyli do katedry Wileńskiej, która została ufundowana po chrzcie Litwy w 1387 roku przez Władysława Jagiełłę. Dla wprawnego oka też zostawiłyśmy po sobie ślad;) W drodze na kolacje udało się zobaczyć również kościół św. Anny.

Na kolacje zostałyśmy zaproszone przez naszego przewodnika w cudowne miejsce, a mianowicie położony niedaleko centrum Wilna Belmont. Serdecznie polecamy, jeśli ktoś ma ochotę na oryginalną kuchnię litewska oraz cudowny klimat panujący dookoła.
Zmęczone, najedzone i przepełnione nowymi wrażeniami zostałyśmy przez Wojtka odwiezione pod nasz „dwupoziomowy” apartament gdzie jeszcze przez jakiś czas dzieliłyśmy się wrażeniami z wycieczki po Wilnie…aż oczy same zaczęły się zamykać.

Wiemy jednak, że tam wrócimy, …bo wrócimy
W poniedziałek rano punktem docelowym były Druskienniki znajdujące się ok 135 km od Wilna. W planach była jednak jeszcze jedna wycieczka, tym razem po Trokach, które leżą właściwie po drodze. Jest to miasto, które słynie przede wszystkim z Zamku położonego na wyspie nad jeziorem Galwe, oraz przepięknym polodowcowym krajobrazem, starówką, kościołem Objawienia Najświętszej Maryi Panny i kuchnią karaimską, której specjału, czyli „Kibin” nie udało nam się skosztować.

Za to przypomniałyśmy sobie o naszych rodowitych specjałach w postaci kabanosów i serów nie tracąc czasu szybko pozbyłyśmy się zbędnego balastu. Po tej sytej uczcie wsiadłyśmy na motocykle i z małą przerwa na kawę udało się dotrzeć pod hotel w samym centrum Druskiennik.

Tam po ulokowaniu w pokojach, szybkiej zmianie ubrań i w pełni gotowe ruszyłyśmy na podbój miasta. Wjechałyśmy kolejką linową do całorocznego krytego toru narciarskiego Centrum sportu i rozrywki Snow Arena. Zjeżdżając mogłyśmy podziwiać piękne widoki, a w szczególności tęczę i nasze nad wyraz wspaniale ustawione motocykle.

Tu nastąpił koniec zwiedzania w naszym planie i zaczął się ten punkt gdzie mogłyśmy wypocząć. W tym celu udałyśmy się do Aquaparku, gdzie oddałyśmy się wszelkim relaksacyjnym czynnościom, dla niektórych było to pływanie, jacuzzi, dla niektórych sauny lub specjalne pokoje relaksacyjne.

Było tak przyjemnie ze wyszłyśmy, jako jedne z ostatnich i zapominając zupełnie o kolacji poszłyśmy spać. Rano, jako pierwsze opuściła nas Asia i Marta, bo to one miały najdłuższą drogę do domu. Reszta z nas pojechała do Gib gdzie ich drugie połówki wraz z dziećmi i niekiedy ze zwierzętami już niecierpliwie czekały. Krótka pogawędka, szybkie pożegnanie i w drogę powrotną do domu….

Wycieczka zalicza się do tych z kategorii trzeba to powtórzyć;) Fantastyczne humory, rewelacyjne nastroje, niesamowite dziewczyny i bezawaryjne sprzęty.
Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego żeby nasza podróż została zrealizowana, że było tak wspaniale i, że wróciłyśmy pełne pozytywnych wrażeń.
Szczególne, serdeczne podziękowania składamy księdzu Wojciechowi Górlickiemu, proboszczowi p.w. Matki Bożej Królowej Pokoju w Wilnie za bezinteresowną pomoc, zaangażowanie i poświęcony czas. „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest. Nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi” Serdeczne Bóg zapłać!

Następna nasza eskapada w październiku 2016, zapraszamy.
A jeszcze dla przypomnienia jak zwykle: przejechane 1604 km.

You may also like...